seria publikowana również na wattpadzie pod tą samą nazwą, konto: @poruta_
Przechadzka po Błoniach z Alicją Spinnet i Wendy Humphrey, zdawała się być dla Angeliny kojąca. Już od dłuższego czasu zdawała się być rozkojarzona, nieco znerwicowana, a wiadomość o tym, że Różowa Ropucha przejęła władzę w Hogwarcie jeszcze bardziej ją dobijała.
Z dnia na dzień na murach szkoły pojawiało się coraz więcej dekretów, nakazów i zakazów. Nie dość, że były coraz to głupsze i bardziej irracjonalne, to nie było sposób ich nawet spamiętać. Podobno przy którymś z kolei profesorowie przestali się mieszać w rządy Dolores, która widocznie dzięki temu poczuła się dużo bardziej pewnie. Wendy wiedziała też o szlabanie Pottera. Myśl o nim przyprawiała ją o dreszcze. O karze oczywiście, nie o Wybrańcu.
Świeże, mroźne powietrze wpływało na nią lepiej niż Eliksir Pieprzowy, ostatnio wynoszony przez dużą część uczniów ze Skrzydła Szpitalnego wręcz hurtowo. Uwielbiała długie spacery, chłodny wiatr muskający jej śniade policzki i zapach mokrych liści, które układały się w długie, wydeptane wzdłuż ścieżek dywany.
Jesień była zdecydowanie najlepszą porą roku na spacery po rozległych terenach zamków. Uważała tak przynajmniej kapitan drużyny Gryffindoru, w przeciwieństwie do swoich przyjaciółek preferujących do przechadzek wiosnę i wczesne lato. A przecież listopad był w tym roku tak urokliwy! Mimowolnie na jej twarzy pojawił się uśmiech.
Szła nieco na uboczu, pogrążona we własnych myślach, nie słuchając żywej dyskusji na temat taktyki, którą drużyna powinna obrać podczas meczu ze Slytherinem. Ocknęła się dopiero słysząc charakterystyczny zduszony krzyk i dźwięk wznoszących się o kilka cali kolorowych liści.
— Cholera! — Od razu rozpoznała głos przyjaciółki, która z pomocą roześmianej Alicji usiadła na ściółce, masując sobie nos.
— Wendy, ty niezdaro! — westchnęła Johnson i spontanicznie zadecydowała o krótkiej przerwie w eskapadzie. Przycupnęła przy Humphrey, zachęcając drugą Ścigającą do tego samego. Szkoda, że Katie nie mogła z nami iść...
— Miałam chociaż miękkie lądowanie — zauważyła ironicznie, wyciągając sympatycznie wyglądającą gałązkę z włosów. Zaczęła strzepywać z szalika paprochy i naciągnęła na uszy czapkę w swoim ulubionym, ciemnoczerwonym kolorze. — Naprawdę nie widziałam tego podłego korzenia! Myślę, że te krzaczory się na mnie uwzięły albo dla każdego są takie wredne...
— To są drzewa, Wendy. Uważaj ze słownictwem, bo dajesz im jeszcze więcej powodów do nienawidzenia cię — skwitowała Alicja, zasłaniając ręką usta, jakby myślała, że jej rozmówczyni obrazi się, słysząc jej dźwięczny śmiech.
— Co za różnica? — Machnęła ręką Angelina, po czym zmarszczyła brwi. — Gdzie jest Rina? To, że Katie musiała zostać, bo jest przeziębiona, to wiem, ale gdzie ona się podziała?
— Prowadzi korepetycje dla jednego Puchona z naszego roku. Lavender Brown mówiła mi, że jedna z bliźniaczek opowiadała, że Katie widziała, jak całuje go w policzek na pożegnanie! — odparła konspiracyjnym szeptem Spinnet, zaczesując kosmyk ciemny pukiel za ucho, bo zaczął ją wyraźnie denerwować. Wendy słuchała tego z zaciekawieniem i otworzyła usta, by coś powiedzieć, kiedy została pociągnięta tak gwałtownie oraz entuzjastycznie za rękaw, że prawie znów przeżyła bliskie spotkanie z wilgotną ziemią.
— Co do... — Zaczęła otrzepywać ręce, jednak znowu wypowiedź pozostała bez zakończenia.
— Spójrz, bliźniacy. Fred, a prawej George. — Szatynka odgarnęła włosy do tyłu i spojrzała zdezorientowana w miejsce, wskazywane jej przez dziewczyna. Zaiste, pomiędzy smukłymi konarami były widoczne dwie postacie o wściekle rudych, włosach. Dodatkowo jedna, dużo drobniejsza i niższa o przynajmniej cztery stopy, z wysoką kitką, irytującym głosem i kotem na rękach. — Akurat kiedy...
— Destiny?! — krzyknęła bez namysłu Gryfonka, zasłaniając natychmiast usta dłonią. Zauważyła kątem oka machającego rudzielca, z uśmiechem dającego kuksańca jej młodszej siostrze i poczuła wyraźnie jak zapiekły ją policzki.
Nawet nie słysząc dokładnie głosu Humphrey, mogła założyć się o sakiewkę galeonów, że ta prychnęła i powiedziała do nieszybkiego zobaczenia. Jednak z jej ruchu ust nie wyczytała nic takiego, więc raczej odniosłaby porażkę, gdyby zakładała się o takie głupoty. Zawiesiła wzrok na dłuższy moment na Ślizgonce, której emocji nie potrafiła określić. Sugerując się wyrazem jej twarzy, była raczej bardzo zadowolona.
— George do ciebie macha! — stwierdziła Angelina, a Wendy pokiwała lekko głową przyznając jej rację.
— To może być też Fred — zauważyła cierpko Alicja, kiwając radośnie głową w stronę Weasleyów. — Czy twoja siostra przypadkiem nie miała okropnych relacji z bliźniakami i nie życzyła im rychłego trafienia do św. Munga? — dodała, parskając śmiechem.
— Prawda — mruknęła, prostując nogi, po to by wstać. — Możecie już wracać do zamku, dojdę do was później, okej?
— Tylko jeżeli będziesz się z nim całować to chcę się dowiedzieć od ciebie, a nie od Lavender Brown. — zaśmiała się Alicja, a Angelina jej zawtórowała.
— Zacznijmy od tego, że pewnie nigdy go nie pocałuję na pożegnanie czy ogólnie, więc... — zaczęła, jednak widząc, że chłopcy z jej rocznika, przedzierają się przez wysoką trawę, zmierzając w ich kierunku, natychmiast zamilkła i ponagliła ruchem ręki Gryfonki. Odwróciła się w stronę prawie pełnoletnich czarodziejów.
— Połamania nóg! — Usłyszała jeszcze, zanim zdążyła się odezwać i wywróciła ostentacyjnie oczami.
Kiedy one zrozumieją, że George Weasley nie spojrzy na nią zapewne nigdy jako na kogoś innego niż dobrą koleżankę, bądź, jak dobrze pójdzie, przyjaciółkę? Założyłaby się o to, ale po wcześniejszym stwierdziła, że woli się nie mieszać w zakłady i inne tego typu. Musiała przeżyć tę szkolną miłostkę, bez prób przekształcenia jej w związek. Oczywiście George wydawał jej się uroczy, był miły, w momentach, których nie wylewał na nią farby, dodatkowo starał się z nią utrzymać dobre kontakty. Okropnie by się śmiała, gdyby okazało się, że podobnie o niej przez cały czas myślał chłopak. Ale skoro tak nie jest, nie warto się nad takimi sprawami zastanawiać.
— Znając twojego pecha, to bym tego nie życzył. — Uśmiechnął się, a Wendy niepewnie odpowiedziała mu tym samym.
Coraz bardziej intryguje mnie to FF. Wendy z każdą chwilą pogrąża się w uczuciach do Weasley'a i jednocześnie w przeświadczeniu, że George nigdy nie poczuje do niej tego samego. Będę nieźle wkurzona jak na koniec tego FF okaże się, że oni nie będą razem. Lecę do następnego rozdziału